Po kilkunastu mailach, kilkudziesięciu telefonach i jednej osobistej wizycie na Kopalni Guido udało nam się zorganizować tzw. plener. Bo chyba z definicji, to co robiliśmy 320 m pod ziemią plenerem nazwać nie można. Życzeniem wielkim Bogdana była sesja górnicza (z racji wykonywanego zawodu)-i tu oddycham z ulgą, że małżonek mój nie jest rzeźnikiem. Choć i tak bez krwi się nie obeszło- nogi obtarłam mistrzowsko. Wcale nie dlatego, że nie umiem chodzić w szpilkach! Przyjmuję zakłady, że żadna kobieta nie wyszłaby cało po takim spacerze.
A zapowiadało się tak niewinnie- nasz fotograf Michał wraz ze swoim asystentem Wojtkiem (również fotografem :) jak sam podkreślił- choć w mojej głowie zawsze zostanie człowiekiem wieszakiem, bardzo sympatycznym wieszakiem, jako że w swej uprzejmości nosił za nami wszystkie graty) pojawili się punkt 12.00 z białą parasolką w ręku. Taka ekipa na Guido już chyba nigdy się nie pojawi :) Warunki fotkowe kiepskie, ale dzięki profesjonalizmowi chłopaków, zapałowi Bogdana i moim zaciśniętym z bólu zębom daliśmy radę:) I to jeszcze jak! a zresztą możecie podziwiać sami na blog.mhfoto.pl. I jeszcze na koniec pamiątkowe zdjęcie i bieg na zimne piwko :) felt like heaven... A Michał? Michał jest wielki, jak zresztą widać na załączonym obrazku :)
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
czwartek, 27 sierpnia 2009
Świeżo upieczeni
No i wybił nam miesiąc :) Głowa zaprzątnięta tysiącami spraw codziennych, a wieczorem na stole czeka butelka wina, ser i szynka....zupełnie jak na trzeciej randce. A trzecia randka była przełomową i tak już sobie zostaliśmy razem. Miliony planów i marzeń. A codziennie dochodzą nowe. Czy starczy nam czasu? Chyba się starzeję...ale babcine "byle tylko zdrowie" aż ciśnie się na usta :) I tego sobie i mężowi mojemu życzę :*
sobota, 22 sierpnia 2009
Targ staroci w Krakowie my ass :)
Zgodnie z zapowiedzią sobotę spędziliśmy w Krakowie. Do Nogów dojechaliśmy dość późnym wieczorem w piątek, ale Maks i tak dzielnie czekał na gości. W planach mieliśmy wczesną pobudkę i i dzikie zakupy na targu staroci, największym w całej Polsce, oczywiście. Gdy dotarliśmy na miejsce, oczom naszym pojawiło się kilka stolików z wystawkami monet i stylizowanych na starocie krzeseł. Celem podróży był stary, kremowy obrus. Jedyny jaki udał nam się znaleźć był świeżo wydziergany przez jedną z Krakowianek, rozmiary natomiast nie dla nas :)
Na targi staroci to my jednak zapraszamy wszystkich do Bytomia :)
Tyle dobrze, że Kraków pięknym miastem jest, a spacer sprawdza się świetnie w ramach pośniadaniowego rozruchu. Największą rewelacją spaceru okazał się (a jakżeby inaczej!) krakowski obwarzanek zagubiony przez Mistrza Yodę (a.k.a Maks).

Wszyscy bawili się przednio, Mistrz Yoda natomiast już nigdy nie będzie taki sam.
Do następnego razu Nogi!
Na targi staroci to my jednak zapraszamy wszystkich do Bytomia :)
Tyle dobrze, że Kraków pięknym miastem jest, a spacer sprawdza się świetnie w ramach pośniadaniowego rozruchu. Największą rewelacją spaceru okazał się (a jakżeby inaczej!) krakowski obwarzanek zagubiony przez Mistrza Yodę (a.k.a Maks).
W drodze do Skały zarządzono segregacje płciową w samochodach i tym sposobem udało się spedzić kilka chwil na przyzwoitych plotach :) z resztą ten uśmiech mówi sam za siebie...
Wszyscy bawili się przednio, Mistrz Yoda natomiast już nigdy nie będzie taki sam.
Do następnego razu Nogi!
Bringing smile on women's faces ...
A tutaj kilka fotek na zachętę dla Was kochane czytelniczki :) Warto dbać o siebie, warto zrobić się na bóstwo od czasu do czasu- żadna dieta, czy kolejny fakultet nie wywoła takie uśmiechu na twarzy kobiety jak świadomość własnego piękna. Już niebawem sformalizuję swoje hobby papierkiem i kto wie jak się dalej potoczą losy mego hobby:) Póki co makijaż weselny, studniówkowy, okazjonalny...Może charakteryzacja będzie kolejnym krokiem? Chętnych do współpracy zapraszam do kontaktu (a.groborz@poczta.fm) :) Niebawem kolejne odsłony mojej pracy. Może seria "przed i po" ?? We'll see ...
czwartek, 20 sierpnia 2009
Mój antyczny mąż :)
Należy spodziewać się zmian. Zmian w wystroju. Wystroju naszego mieszkania oczywiście. Małżonek mój wpadł na genialny pomysł ocieplenia naszych prostych, praktycznych, minimalistycznych wnętrz elementami rodem z "Nocy i dni". Nie należy się więc dziwić, jeśli zacznę zwracać się do niego Bogumił, a sama zalegnę w małżeńskim łożu powalona migreną. Just kidding :) Pomysł owy uważam za baaaaardzo celny i radośnie przystępujemy do pozbycia się wrażenia tymczasowości w naszych wnętrzach. Na dobry początek na stole zagościła pękata cukiernica w towarzystwie dzbanuszka na mleko, obie elegancko zamieszkałe na zgrabnej tacy. Teraz ewidentnie brakuje kremowego, szydełkowego obrusu na stół. Ale to pewnie za chwilę się zmieni- w sobotę wybieramy się z Nogami do Krakowa na targ staroci! Nie uwierzę dopóki nie zobaczę się na którymś ze zdjęć Aguli :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


